Feeds:
Posts
Comments

Archive for the ‘moje wiersze’ Category

>



LAMPKA WINA Z WIOSNĄ

Widzisz panią tam za węgłem w kapeluszu? 
To już ona czyha barwnie przystrojona.
Ileż w pani, pani Wiosno animuszu!
-Mam ci go ja niezmierzoną ilość w koszu.

Czy uraczysz więc mnie onym odrobiną?
-Ależ proszę bo ciężaru ja nie znoszę!
Więc napełniam siebie szybko wcale krztyną,
werwy wielkiej i fantazji z hardą miną.

A czy smaku tych kolorów dasz mi w dłonie?
-Oczywiście-i zielenią krasi liście,
a przede mną rozpościera piękne błonie.
Serce moje wnet pompuje zieleń w skronie.

Cóż za piękna biel przystraja gaju brzegi?
-Ale gdzie? Ach tam! Ten krzyczący bielą łan?
To płaczące szczęścia łezką przebiśniegi
na zielonej młodej trawie tworzą ściegi.

A ta wyspa kolorowa na trawniku?
-Ciągle pytasz, czemu to ty nic nie chwytasz?
Tam mój drogi krokus jest przy krokusiku.
Stąd kolorów w oczach twoich to bez liku.

Gdy podziwiam wokół siebie barw paradę,
wśród kolorów stosów słyszę milion głosów.
Strumień szepcze swą melancholijną odę,
niosąc skrzącą w blasku słońca rześką wodę.

Pierwszy motyl kręci swoje piruety,
trzmiel brzęczący lata niby to niechcący,
kos wyśpiewał swoich wierszy trzy wersety,
Chłonę to wszystko jakbym słuchał poety.

Rozgość się na dobre pani Wiosno śliczna!
Zapraszam w gościnę częstując cię winem.
Niech arią przepiękną brzmi scena magiczna,
w duszach niech trwa nasza baśń idylliczna. 

(Sad Clown) 






Fotografie pochodzą z sieci.





  

Advertisements

Read Full Post »

>

Czy udaje nam się znaleźć to czego szukamy?

(Grafika pochodzi z tej oto galerii:  Philip Alexander)
Horyzont

Dryfując widzę horyzont tylko,
zawsze o milę jest za daleko,
kiedy to już dotykam go ręką,
on ponownie na milę ucieka.

Płynę dalej, nadzieja mi żaglem,
swą powierzchnią wiatr wyłapującym,
napiętym Eola tchnieniem nagle,
to znowu bezsilnie łopoczącym.

Gdy fale wkoło arię swą krzyczą,
marzenia giną w tej głośnej pieśni,
gdy cisze wkoło majaczą ciszą,
to nawet sen się wówczas nie przyśni.

I znów nadzieja szeleszczy falą,
w kompasie jakby wskazówka drgnęła,
i znowu horyzont się oddala,
ponownie nadzieja ma spłonęła.

Wtem maszty trzeszczą, żagiel pierś wypiął,
dzwon okrętowy głośno zadzwonił
cały mój okręt duszą zaskrzypiał,
czy to jest kres już mojej pogoni?

Niesiony siłą wichru nadziei,
w dzikiego sztormu grozę wsłuchany,
wytężam zmysły szukając kei,
albo spokoju cichej laguny.

Posejdon nagle burzę uciszył,
błękit znów panem na firmamencie,
wiem, że tym razem marzenia ziszczę,
wyłonił się ląd na horyzoncie.

(Sad Clown)

Dax Johnson-Greysen 
(w tle muzyki wspaniała galeria obrazów Witkacego)


Read Full Post »

>


(Fot.adress)


MODLITWA DO ŚWIĘTEGO WALENTEGO

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają, Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju. Ty, który dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę: 

W obliczu rozdarć i podziałów w świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu, abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga. Niech ożywiają nas miłość i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężać życiowe przeszkody. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

(Modlitwa pochodzi ze strony internetowej francuskiej miejscowości Saint Valentin.)

Kim był Święty Walenty, którego imię nie schodzi z ust tak wielu ludzi każdego czternastego dnia lutego.
Św.Walenty przyszedł na świat w roku 175 w umbryjskim mieście Terni położonym w odległości 100km od Wiecznego Miasta, jak to nazywa się Rzym.
Walenty z wykształcenia był lekarzem, ale jego serce czuło powołanie do Boga.
Walentemu dane było żyć w czasach, w których swoja władzę w Cesarstwie Rzymskim sprawował Klaudiusz II Gocki.
Uwikłany ów cesarz był w wiele krwawych wojen, które wśród ludzi nie cieszyły się popularnością, a największym problemem Klaudiusza II był fakt, iż młodzi ludzie wcielani do armii, okazywali się być lepszymi kochankami, niźli żołnierzami, bowiem w domach zostawiali swoje młode małżonki i narzeczone, za którymi bardzo tęsknili na polu walki, co znacznie obniżało ich wartość bojową.
Nie jest to dziwne zjawisko, gdyż każdy normalny człowiek, a w tym przypadku mężczyzna woli spędzać miło czas u boku swojej ukochanej, niż biorąc udział w jakiejś krwawej rozgrywce politycznej swojego władcy.
W obliczu takiego problemu, Klaudiusz II Gocki wprowadził zakaz zawierania związków młodym mężczyznom, uznając, że najlepszym żołnierzem jest ktoś, kto nie posiada rodziny, czy też narzeczonej.

Oczywiście my wszyscy wiemy, że takie działanie jest wbrew naturze i jakiekolwiek zabranianie miłości przez kogokolwiek i komukolwiek, przywodzi zrazu na myśl cervantowskiego Don Kichota.
Człowiek miłość ma w sobie zakodowaną i nie ma nikogo, kto urodziłby się bez tego uczucia wewnątrz siebie.
Sprawa różnie wygląda później, kiedy to każdy z nas w swoim życiu zaczyna dokonywać własnych wyborów i że owe nie zawsze powodowane są miłością, to doskonale sobie zdajemy sprawę i tu można wspomnieć o zdradach, aktach terroru, wojnach i nienawiści, która nie jest zakodowana w nas na wzór miłości, a którą człowiek tak skutecznie potrafi szerzyć na świecie wśród ludzi.

Po tym jak to cesarz Klaudiusz II zakazał młodym ludziom wstępowania w związki małżeńskie, a także jakimiś dekretami pozrywał wszystkie zaręczyny, to z pomocą młodym i zakochanym osobom przybywał właśnie Św.Walenty.
Był on już wówczas biskupem, którym stał się poprzez nadanie biskupiej sakry przez papieża Felicino i w obliczu zakazu ustanowionego przez Klaudiusza II, błogosławił on młodym parom i łączył ich związki świętym sakramentem.

Niestety, ale działalność Walentego została zadenuncjowana do cesarza i ten skazał Św. Walentego na śmierć.
Pojmany Walenty po uwięzieniu był bity do tego stopnia, że zmarł, po czym jego ciało zdekapitowano.
To smutne zdarzenie miało miejsce 14 lutego 269 lub 270 roku.


W odniesieniu do związków którym błogosławił Św.Walenty, to legenda mówi, iż był on pierwszym, który pobłogosławił związek pogańskiego, młodego legionisty z młodą chrześcijanką i po tym epizodzie, znalazło się wielu zakochanych legionistów, którzy postanowili swoje związki uwiecznić za sprawą Św.Walentego.

Historia wspomina, że przed śmiercią podczas gdy Walenty był więziony, zaprzyjaźnił się on z niewidomą córką strażnika więziennego.
Niektóre źródła podają, iż przyjaźń ta przerodziła się w głęboką miłość w młodej kobiecie, a pod jej wpływem niewidoma dziewczyna, odzyskała wzrok.


W przeddzień swojej śmierci Walenty napisał do swojej pocieszycielki takie oto słowa na liściu w kształcie serca:

“Od twojego Walentego”

W pogańskim Rzymie istniała tradycja luperkaliów.
Obchody te miały związek z faktem, iż w Rzymie w połowie lutego wiele gatunków ptaków zamieszkujących Wieczne Miasto odbywało gody i łączyło się w pary.
Stąd właśnie wywodził się zwyczaj, że 15 lutego ustalono datą świętowania wspomnianych luperkaliów, które były festynem poświęconym ku czci rzymskiego boga płodności Faunusa Lupercusa.
W przeddzień festynu, miała miejsce swoista loteria podczas której z pośród karteczek z zapisanymi imionami dziewcząt, młodzi chłopcy losowali owe karteczki i z wybraną partnerką w taki sposób, chodzili oni przez cały rok, a niekiedy pary takie łączyły się w związki na całe życie.

Podczas gdy w IV wieku chrześcijaństwo stało się religią dominującą w Rzymie, takie pogańskie obrzędy zaczęto zamieniać na święta chrześcijańskie.
Luperkalia były na tyle zakorzenioną tradycją, iż w swojej rodzimej formie przetrwały aż do końca V wieku, kiedy to papież Gelazy I zastąpił tą tradycję świętem liturgicznym obchodzonym 14 lutego ku czci Świętego Walentego.

Do dzisiaj obchodzimy w tym dniu święto liturgiczne związane z kultem Świętego Walentego, a także bardziej komercyjne święto zwane Walentynkami.

Co ludzie wynoszą z takich świąt, to proszę sobie samemu na to pytanie odpowiedzieć.
Jaki świat byłby piękny, gdyby wszyscy ludzie nawzajem czuli do siebie braterską miłość, a jeżeli nie miłość, to chociaż wzajemny szacunek.


O WALENTYNKACH

Żył niegdyś święty, Święty Walenty
i miłość w sobie miał wielką.
Łączył on ludzi w związek święty,
Za co zapłacił męką.

Choć go zabito i ścięto głowę,
Kościół do dziś Go pamięta.
Wspomnij i Ty  tą świętą osobę
w Walentynkowe Święta.

Miej w sercu miłość nie tylko dzisiaj.
Miej jutro, pojutrze i zawsze,
Bo bez miłości marni jesteśmy,
A serce nasze to zgliszcze.


(Sad Clown)

Wszystkim wspaniałym ludziom życzę aby ich serca były rozpalone wielka MIŁOŚCIĄ każdego dnia.
Pozdrawiam serdecznie!

(Fotografie pochodzą z internetu)


PS. Wszystkie dane dotyczące postaci Św.Walentego pochodzą z internetu.
Jeżeli ktoś dopatrzy się nieścisłości, to proszę mi takowe wybaczyć.

Read Full Post »

>

Pragnę wszystkim, którzy tu zaglądają, zadedykować wiersz, który napisałem zainspirowany genialną wręcz inscenizacją, którą również tu zamieszczam, dedykując ją każdemu z Was.
Uważam, że artysta wcielający się w rolę klauna, dokonał czegoś nieprawdopodobnego, czegoś rzec można o mistycznym wymiarze.
Proszę nie odczytywać moich słów zbyt literalnie, bowiem mam jedynie na myśli kunszt z jakim Raphael przedstawił nam postać klauna oraz jego rozpacz i smutek.
Jak już wspomniałem owa inscenizacja była inspiracją do wiersza, którego jednak słowa, nie są związane treścią z tym co słyszymy w pieśni, a pisząc “pieśni”, nie bardzo wiem, czy słusznie nazywam to w ten sposób i zaiste nie wiem, jakie słowo byłoby właściwym do określenia tego zjawiskowego spektaklu, może faktycznie określenie “ballada” zawarte w tytule byłoby odpowiednim?
Słowa mojego wiersza różnią się od tych śpiewanych przez Raphaela i odbiegają treścią od sytuacji na scenie.
Wiersz jest własną interpretację tego, co widzę i…słyszę.


Pozdrawiam wszystkich serdecznie!


Genialne!




SMUTNY KLAUN


Cisza nuciła -stanął na arenie,
w ciemności niemej dotknął owej tchnienie.
Błysk ostry rozdarł mroku pelerynę,
w krąg wbiwszy jego miniaturę świata.
Tysiąc par oczu patrzyło na scenę
gdy zagrzmiała głośno smutna kantata!

I śmiech wybuchnął niczym gromka salwa.
On pieśni  niemej ciągnął nieme frazy.
Nikt nie chciał jej słyszeć, choć ona żyła.
Jakby głusi, widzieli tylko klauna.
I wzrok ogłuchł, nie dostrzegł łzy na twarzy?
W muzyce trwała historia zawiła.
W nim nawet iskra szczęścia nie ożyła.

Relacja zaiste dziwna to była,
jakby natura zmysły podzieliła.
Za czyją sprawą?
On ich nie widział, słyszał gdzieś w oddali,
jak oni głusi, szyderczo się śmiali.

Tak, kiedyś to myślał, że są wspaniali.
Lecz serce spotkało akompaniament.
Dźwięk trąbki połączył się z biciem,
Wyśpiewał cały swój testament.
Ktoś chce moje życie?
Pocałował serce.

Łez potok na smutnej twarzy klauna popłynął.
Kto otrze oczy jego, szczęściem je wysuszy?
Kto serce rozweseli, kto duszę da duszy?
Kto zasypie smutek jego, szczęścia lawiną?
On wcale nie chce płakać, tęskni za uśmiechem,
Chce uśmiech swój oddawać komukolwiek, wszystkim.
Lecz wie, że radość jego śmiertelnym jest grzechem,
a smutek, łzy i ból, codziennym pośmiewiskiem.
Czy mnie słyszysz dźwięku, z trąbki wnętrza płynący?
Czy mnie słyszysz światło, mojego bytu kręgu?
Tak, odrzekł głos ciszę wysokim tonem tnący.
Tak, rzecze głos światła o przedziwnym wydźwięku.
Twarz jego się zaśmiała i taką zastygła.
Upadł.Poczuł skrzydła.

Nie widział już uśmiechniętych twarzy wokoło.
Życie to karą było, czy nagrodą, zapytał.
I z owym zapytaniem pozostał w rozterce.
Publiczność przestała już się śmiać się wesoło,
Gdy to tłum sytuację z areny odczytał.
Kto wiedział, że z żalu pękło klauna serce?
On słyszał trąbki dźwięk.

©Sad Clown










Fotografia smutnego klauna pochodzi z internetu z tego oto adresu:

Read Full Post »

>Kiedyś bardzo dawno temu, ktoś mi opowiedział taką oto anegdotę, a może ją gdzieś wyczytałem?
Nie pamiętam, ale brzmiała ona mniej więcej tak:


Pewien dorożkarz postanowił oduczyć konia jeść, a to po to, żeby zaoszczędzić na obroku.
No i tak zaczął go oduczać w pierwszy dzień.
Potem przyszło jutro i też oduczał konia jeść, nie dając mu nic do jedzenia.
W ten sam sposób minął dzień trzeci i czwarty.
I wiecie co, prawie był ów dorożkarz tego konia oduczył jeść, ale koń na piąty dzień po prostu zdechł.

Zaczarowana dorożka? - National Geographic PL
(fot.slawekol)



Jak wartościową i wysokokaloryczną strawą jest dla nas miłość?
Na takie pytanie potrafi odpowiedzieć tylko osoba, która w życiu kochała i kocha.
Nie dowie się natomiast o wartości tego pokarmu ktoś, kto choć raz go nie spróbował.
Uważam, że jest to jedyna potrawa, przy spożywaniu której wskazane jest jak największe obrzarstwo.
Nie należy się odzwyczajać od niej, bo chyba nikt nie chce być koniem z mojej opowiastki? ;)))
Może nie każdemu się spodoba moje zestawienie czarnego humoru z najpiękniejszym z uczuć, ale gdy sobie pomyślimy, że miłość się niczego nie boi, to nie będzie chyba najgorzej 🙂



O mętliku, motylach w brzuchu i o czymś jeszcze


Mętlik w głowie, burza w sercu, 
no a w brzuchu motyl lata.
Co do diaska mnie napadło
i porwało jak ja chwata?

Całym ja rozdygotany,
serce trzepie jak gołębie.
Jest li afekt ten mi znany,
czy to tylko kiełbie we łbie?

Widzę jakieś podobieństwo
do uczucia na “em” tego.
Stać mnie dziś na to szaleństwo?
Oczywiście, cóż to złego?

W głowie zamęt winem zraszaj.
W sercu burzę też pielęgnuj.
Motyl w brzuchu niech nam hasa.
Czujmy w sobie to Jej piękno.

Ma Ci Ona to do siebie,
że nie patrzy na wiek wcale,
no i w każdym onym wieku
sidli serca nam wspaniale.

Sprawdź więc szybko tę zawartość 
w sercu swoim przyjacielu.
Ona kreśli Twoją wartość
i wyjątkiem czyni z wielu.

Odnalazłeś? Chwała Bogu,
bo przez moment już się bałem,
że Twe serce w swoim progu,
miejsca dla Niej ma za mało.

Więc gdy już ją znaleźliśmy,
toast wznieśmy z tej radości,
bo cóż warci my jesteśmy,
jeśli nie ma w nas MIŁOŚCI?

(Sad Clown)


(Fot.alix05)

Pragnę gorąco pozdrowić wszystkich moich Przyjaciół, którzy do mnie zaglądają.
Jestem Wam niezmiernie wdzięczny za wasze przemiłe odwiedziny.
Nie zawsze czas pozwala mi na bieżąco odpowiedzieć na wszystko, za co przepraszam.
Liczę na dalsze wpisy, bowiem powodują one niezmierną radość we mnie.
Raz jeszcze gorąco pozdrawiam i dziękuje serdecznie! 🙂

Read Full Post »

>Czas…

>

(Skrawek przemijania)

Za oknem nadal zima, która białym szeptem wieści, że po niej przyjdzie wiosna.

Wiosna z kolei  nam powie, że lato niebawem się pojawi, a ono z kolei obwieści, że jesień i…
Patrząc na to jak co roku wiosną, życie się budzi ponownie po zimie, można zauważyć pewien zorganizowany cykl.
Trwa ten cykl od zawsze i pewnie też zawsze będzie trwał.
Gdzie w tym wszystkim jesteśmy my?
Przyjdzie taki moment, że wiosna będzie tą ostatnią.
Gdy nas już ogarnie cisza, to i tak nastąpi kolejna wiosna.
Znowu zapytam:
-a my?

hourglass.jpg


CZAS

Wie wszystko i wszystko też widzi.
Ze swych badaczy często szydzi,
Co zgłębić chcą jego naturę
I skład i barwę i strukturę.

Znajdują się również i tacy,
Co zwyciężyć chcą go-alchemicy.
Jednak nadal on jest pielgrzymem,
Który nigdy się nie zatrzyma.

Każdy też zna ową teorię, 
Że “teraz” on zmienia w historię,
Że panem on życia i śmierci,
Gdyż grzech go uwolnił z uwięzi.

Każdego ma w swoich objęciach,
Od chwili naszego poczęcia.
Przez życie całe nam towarzyszy.
I kroczy dalej, gdy my już w ciszy.


A więc czym jest to moje życie?
Czy krótkim spacerem w zachwycie,
Że dzięki to łasce Jasności
Ja również zamieszkam w wieczności?

(Sad Clown)


Fotografia pochodzi stąd:click

Read Full Post »

>Fontanna…

>

Making a Water Fountain in 3dsmax
(Fotografia pochodzi stąd click)

Rozciągnąć wygodnie swoje ciało na trawie porastającej dookoła piękną fontannę, to takie moje marzenie na dzisiaj.
Za oknem wciąż biało, a miliony płatków śniegu spadają bezszelestnie, poddając się grawitacji i z minuty na minutę pogrubiają rażącą swoja bielą warstwę.
Fontanna.
Gdzie ją znaleźć, jeżeli Pani Zima postanowiła na dobre się rozgościć u mnie i nic nie sugeruje, że ma również inne zajęcia oprócz malowania spektakularnych widoków w tej okolicy.
Nie znajdę fontanny?
Muszę ją znaleźć.
Wystarczy odrobinę chcieć.
Może troszkę więcej niż odrobinę?
Zielona, soczysta trawa pode mną.
Rozkładam się na niej kładąc pod głowę ręce, zakładając nogę na nogę i słucham.
Bajeczna muzyka emanowana przez malutkie kropelki, unosząca się w przestrzeni, zagłusza błogo codzienne myśli oscylujące wokół zwykłych spraw, co wcale nie oznacza, że nieważnych.
Patrzę na księżyc, który swoim srebrnym oddechem rozświetlił spadające krople wody wcześniej wystrzelone przez fontannę w przestrzeń.
Cała okolica nabrała tajemniczego wyglądu i jakby innego wymiaru.
Ja, fontanna i Księżyc.
Cisza, muzyka i srebrny blask.
Smętny obłok smagający łunę wokół domu mistrza Durentiusa,  hipnotyzuje mnie, ale przypomina jednocześnie o tym, ażebym zawsze przed snem wypił  kilka kropel Księżyca, a że jest to kojące lekarstwo, to wie nawet poeta, który przypisuje nam receptę swoim wierszem pt.”Księżyc jest lekarstwem” click (niestety nie znalazłem go w wersji polskiej, ale tłumacz google zrobił nawet niezła robotę.Wiersz jest piękny) 🙂
Tak bardzo chcę tu być jeszcze.
Tak bardzo chcę słyszeć fontannę.
Tak bardzo chcę porozmawiać z Księżycem.
Wiem jednak, że muszę wrócić.
Może to jednak nie będzie powrót na stałe?
Może uda mi się wkomponować w rzeczywistość urok scenerii, którego doświadczyłem udając się nad swoja fontannę.
Całe nasze życie aż do tej właśnie teraz panującej chwili, to wspomnienia.
Fontanna będzie kolejnym, a często o niej będzie mi przypominać flakonik z kroplami księżyca znaleziony w kieszeni po powrocie.
Jeżeli i ty chcesz odnaleźć ową magiczna fontannę, to po prostu dzwoń do Pana Twardowskiego.
On wie gdzie to jest 🙂

Powrócę poniższym wierszem jeszcze do wspomnień i powiem, że nie tylko ja byłem przy fontannie.

WIECZORNY WALC



Kiedy latarnik już zdążył zapalić latarnie, budząc  w nich światło,
przemiły młodzieniec stanął przy fontannie i lekko się żachnął
na ludzkie postacie i ich twarze, które go mijały beznamiętnie.
-Oj, ja wam dzisiaj pokażę, pomyślał i jął gotowić się skrzętnie.

Zaczął od zakurzonych trzewików, które szybko przetarł flanelką,
poprawił na czole ład kosmyków, z tornistra wyjął puszkę z ostatnią landrynką.
Popatrzył przez chwilę na cukierek, zanim poczuł jego słodycz w ustach,
flanelkę schował w tornisterek, słuchając przy tym jak fontanna pluska.

Pudełko postawił przed sobą, to po cukierkach-pamiętacie?
Zabawny kapelusik włożył na głowę, poprawił klapy w wytartym surducie.
Odsłonił teraz już swój teatr, kurtynkę kolorową zarzuciwszy na górę.
Przestrzeń wkoło usłyszała poemat, a echo rozniosło po placu uwerturę. 

Gdy nasz młodzian przymknął oczy, oddając się całym magii dźwięku,
mile go nagle inny dźwięk zaskoczył – brzęk monety w blasznym pudełku.
Ocknąwszy się zobaczył przechodnia, wykwintnego wielce jegomościa,
który patrzył na niego pogodnie, uśmiechając się doń radośnie.

-No, a co, nie mówiłem?,-rzekł do się w myślach swych nasz muzyk.
-Ta muzyka cię zauroczyła, czy do szczęścia potrzeba tak dużo?
Naraz znowu dźwięk w puszce się powtórzył i zobaczył on damę przed sobą
w wytwornym na głowie kapeluszu i ślicznej sukni kolorowej.

Pomału się zapełniać zaczął teatr na placu przy pięknej fontannie,
a gdy czas nadszedł na mały antrakt, maestro poczynił ukłon wytwornie.
Zerknąwszy w kierunku puszki, tej przed nim, kolorowej, blaszanej ,
 nie powstrzymał się on od uśmiechu i pomyślał  o jutrze świetlanym.

Tłum przbrał już duże rozmiary i wypełnił plac przy  fontannie.
Panie i panowie łączyli się w pary i tańczyli w rytm walca wytwornie.
Puszka już dawno okazała się zbyt mała, ta blaszana kolorowa po landrynkach.
We wspaniałym walcu zawirował świat cały, a przygrywała KATARYNKA.

(Sad Clown)

Read Full Post »

Older Posts »